Przejdź do głównej zawartości

"Wbiegasz do autobusu, nawet się nie przywitasz"

Do samych Szamot spędzamy "miło" czas na rozmowie. A raczej ja na słuchaniu jego ciekawych monologów dotyczących życiowych historii. Wjeżdżam do Szamot, Tomek wyłania się z ciemności i niczym agent 007 biega po całej pętli filmując komórką. Jest ok. 22:00, wszędzie ciemno dookoła. Zajeżdżam na przystanek, a kolega wparowuje do autobusu drugimi drzwiami, podbiega do mnie i filmuje. Po czym staje przy pierwszych drzwiach.



Przez najbliższe prawie dwa miesiące najprawdopodobniej z powodów zdrowotnych nie będę jeździł autobusem. Ale żeby to nie był czas zmarnowany na blogu, postanowiłem wykorzystać go do... odpowiadania na Wasze pytania. Zadajecie ich dużo w komentarzach na facebooku i bardzo się z tego cieszę. Na najciekawsze postaram się odpowiedzieć osobnymi wpisami. Zaczynamy!

Iwona napisała:
Czy przydarzyła się Panu jakaś zabawna sytuacja w pracy?


Wiele. Mnóstwo. Całe serie zabawnych sytuacji.

***

Linia 184. Pierwszy śnieg ubiegłej jesieni. Ciekawe doświadczenie, ale świeże dla mnie. Oczywiście tradycyjnie w takich momentach spokojna jazda i dość spore opóźnienia. W pewnym momencie przyjeżdżam na Szczęśliwice ok. 10:00. Nawet nie jestem bardzo spóźniony, ale jestem jakoś tak na odjazd. Wjeżdżam na pętlę, a tam... dwa poprzednie autobusy jeszcze stoją. Myślę sobie: pewnie sterowanie bezpośrednie, czyli po prostu muszę iść do ekspedycji się zameldować i dostanę nową późniejszą godzinę wyjazdu.


Zdążam wypuścić pasażerów i zamknąć wóz, a za mną podjeżdżają... kolejne dwa 184. :) Gdy docieram do ekspedycji, jeszcze podjeżdża kolejny. Łącznie... 6 autobusów linii 184 na Szczęśliwicach. Każdy zamknięty, a na przystanku spory tłumek oczekujących pasażerów. Wchodzę do ekspedycji, a tam... zebranie. Sześciu kierowców łącznie ze mną debatuje, co teraz!

Pani ekspedytor po kolei rzuca nam wyzwania:
- Ty pojedziesz na przystanek Koło przejazdem technicznym i tam się włączysz na linię.
- Ty się włączysz od Ronda Zesłańców Syberyjskich.
- Ty odjedziesz o tej i o tej godzinie ze Szczęśliwic.
- No a ja? - Pytam z zaciekawieniem.
- A ty zdejmuj dechy i leć na Młociny, tam się włączysz zgodnie z rozkładem.

No cóż. Wychodzi stado kierowców niczym żołnierze po wojnie do kobiet i dzieci. Co teraz będzie? No to tak, trzeba jakoś tego Tetrisa rozebrać. Ja stoję jako drugi, ten pierwszy zabierze pasażerów, ale ja muszę jakoś wyjechać i jechać na pusto na te Młociny. Kolega słusznie podejmuje inicjatywę pokierowania ruchem autobusów. I tak oto spora garść pasażerów stukająca "kopytami" z zimna obserwuje poważną logistyczną imprezę szoferów. Któryś pewnie ich zabierze - myślą. I zgadli. Ale jak długo czekali aż się poukładamy, nie wiem.

***

Znowu linia 184. Czuję święta. Ostatni półkurs. Ruszam z Metra Wawrzyszew w kierunku Szczęśliwic. Na pokładzie tłum ludzi, a wśród nich... trzy choinki, w tym jedna bardzo wielka po środku trzymana przez pewnego starszego pana. Jej zapach czuję w kabinie. Czekam, że zaraz ktoś wyjmie opłatek i ludzie zaczną śpiewać kolędy.

***

Linia 187. Stoję posłusznie w koreczku przed Rondem Jazdy Polskiej w kierunku Ursusa. Pas do jazdy na wprost, środkowy. Nagle w osobówce stojącej koło mnie na lewym pasie okienko się uchyla, a młody kierowca do mnie pokornym głosem:
- Przepraszam, wpuści mnie pan?
Można? Można! Panu udało się jeszcze zjechać na prawy pas i skręcić w kierunku centrum.

***

Linia 191. Dojeżdżam do ronda na skrzyżowaniu Ryżowej z Kleszczową. Wjeżdżam na nie i chcę przepuścić jadący Kleszczową 517. 

No jedź pan! - macham. 
Kierowca pokazuje, żebym jednak jechał, sugerując że coś z tyłu jest nie tak.


We trójkę zablokowaliśmy rondo. Chyba nie muszę niczego dodawać, ale widok dla mnie był komiczny. Nie mogłem się nim zbyt długo nacieszyć, bo do mnie należał pierwszy ruch w odblokowaniu koreczka. :)

***

Linia 171. Jakoś wcześnie rano. Dojeżdżam na przystanek Krucza w kierunku Bemowa. Tam kilka dziewczyn w wyraźnym stanie poimprezowego upojenia i z rozweselonymi minami. Gdy otwierają się drzwi, one zaczynają się... tulić na pożegnanie. No jak na lotnisku - słowo daję! Czekam, czekam, czekam, a one dalej się obściskują i całują. No to zamykam drzwi. Gdy się dwie dziewczyny zorientowały, zaczęły... pukać w te drzwi. :)

***

Linia 703. Jeździ ze mną Tomek, kolega. Oczywiście na pierwszym siedzeniu pasażerskim, wszystko w sposób bezpieczny. Na ostatnim kółku wpadamy na pomysł, że w drodze do Kosowa Tomek wysiądzie w Szamotach i poczeka, aż będę wracał z pętli, to nagra film z mojego przyjazdu na jego przystanek. A jest on specyficzny, bo wygląda jak pętla (zresztą to jest były kraniec). Żeby obsłużyć przystanek, trzeba specjalnie na tę pętlę wjechać i podjechać pod wiatę.

Pusty autobus, bo żywej duszy w okolicy nie ma (martwej też). Wydawać by się mogło, że sytuacja jest idealna na takie zabawy. Tomek wysiada, ja sam dojeżdżam do Kosowa. 8 minut przerwy, więc chwila relaksu, bo odwiedziny znajomych są fajne, ale czasem bywają męczące. 

Pusty autobus. Wyciągam sobie Kinder Bueno i telefon, za chwilę słyszę z wnętrza autobusu:
- Za ile pan odjeżdża?
Patrzę, a z ciemności wyłania się jegomość. Wydaje się sympatyczny. Odpowiadam mu więc, że za 4 minuty. Za chwilę zaczynam wyczuwać woń alkoholu. Pan już sporo wstawiony zaczyna paplać na różne tematy. Nawet sympatyczny gość. Opowiada, że jest z Elbląga, a mieszka w Wolicy i potrzebuje się tam dostać. Opowiada, jak to był kiedyś kibicem szalikowcem. Mówi, że miał temat do przemyślenia i musiał się napić. Jest dość wesoło, zwłaszcza że gość ma śmieszny głos po procentach. Ruszamy więc. Ja i on. Siedzi akurat na siedzeniu, na którym wcześniej był Tomek.

Do samych Szamot spędzamy "miło" czas na rozmowie. A raczej ja na słuchaniu jego ciekawych monologów dotyczących życiowych historii. Wjeżdżam do Szamot, Tomek wyłania się z ciemności i niczym agent 007 biega po całej pętli filmując komórką. Jest ok. 22:00, wszędzie ciemno dookoła. Zajeżdżam na przystanek, a kolega wparowuje do autobusu drugimi drzwiami, podbiega do mnie i filmuje. Po czym staje przy pierwszych drzwiach.




A ten pijany do niego:
- Eeeej... co to k*** jest, wbiegasz do autobusu, k*** nawet się nie przywitasz, ani nic... co jest!
Jeden wstawiony robi imprezę w autobusie, drugi na kompletnym zaułku wbija do środka niczym służby specjalne filmując każdy zakamarek autobusu... To był ten moment, gdy myślałem że padnę ze śmiechu. Było wesoło, nie powiem. :)

***
I na koniec mały bis.
Ja już różne dziwne rzeczy widziałem w komunikacji, ale...
Jadę jako pasażer. Do 127 wchodzi pani z dużym wózkiem dziecięcym. A co w wózku? Dwa pieski. Starannie zakryte osłonką.


Szerokości!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O nówce sztuce, bródnowskim agresorze i uciekającym transporterze

Dojeżdżam do Marek, jakoś sobie zaczynam z tą jeżdżącą nowością radzić. Przygody zaczynają się w drugą stronę. W tamtych rejonach nie byłem już dawno. Pamiętam, że wyruszając z Marek i jadąc Trasą Toruńską muszę pilnować się lewego pasa, żeby zaliczyć przystanek Głębocka i wjechać odpowiednim wjazdem na górę na estakadę. Jadę więc bardzo niepewnie. Trzymam się tego lewego pasa. I nagle... coś mi nie gra. Dziwnie mój pas się jednoczy z tymi na głównej trasie. Obawiam się najgorszego. W pracy kierowcy są czasem takie dni, kiedy jeździ się spokojnie bez jakichś większych emocji, zdarzeń, niespodzianek, a na koniec wraca do domu i na pytanie najbliższych "jak było" stwierdza się, że w porządku, spokojnie, planowo. Zdarzają się jednak takie zmiany, podczas których tyle się dzieje, że po 10 godzinach pracy człowiek wraca do domu i ma wrażenie, że jeszcze przed chwilą zdobył ośmiotysięcznik (oczywiście to tylko słabe porównanie, bo wiem że tym górskim bohaterom do pięt nie ...

Praktyka robi swoje

Wyjeżdżam z pętli przy metrze i jadę kursem zjazdowym do zajezdni. Jest przed 19:00. Korki i o tej porze się tworzą, wszak to nie małe miasto, że wszyscy pracują do 15:00 i wracają szybko do domu. Rozkład jest dość rozwleczony. Gdy nagle... widzę pustą ulicę. Słuchajcie, jadę normalnym tempem, dojeżdżam do Hynka, a na sterowniku pojawia mi się... +5. Co robić z tym czasem? Cóż można zrobić... wleczenie jest uciążliwe, trzeba wystać na przystanku, o ile się jakoś go nie blokuje. Często w komunikacyjnych internetach przewijają się pretensje do ZTM-u, że kierowcy nie jeżdżą zgodnie z rozkładem jazdy. Odpowiedź jest oczywiście prosta: korki. Na to wielu pisze, że przecież korki są codziennie, więc można rozkład jazdy dostosować pod nie. Linia 401. Popołudniowy szczyt. Około godziny 17:00 są tradycyjnie spore korki. Do PKP Ursus (jeżdżę kursami skróconymi) dojeżdżam na -20 (czyli 20 min opóźniony). Myślę że jest to opóźnienie w miarę spoko jak na to, co się czasem potrafi dz...

"A widzisz! Bo u mnie z kolei padły wyświetlacze..."

Wyświetlacze się uruchomiły, ale dalej widnieje "przejazd techniczny". To nie przeszkadza kilku osobom wsiąść do środka... Zaciekawiony pytam się jednej pani:  - A pani gdzie jedzie, że wsiadła w przejazd techniczny? Spojrzała na mnie jak na wariata. :) Może naprawdę było jej obojętne, gdzie jedzie. Gdy mam weekend pracujący, wiem że to będą spokojne i pełne przyjemności z jazdy dni. W końcu to nie jest wieczna walka z korkami, z tłokiem, z pośpiechem, z rozkładem (a raczej jego gonieniem). To jest często tak, że nawet jak sobie opóźnię odjazd z pętli przez coś, to nie muszę się martwić, bo i tak łatwo to potem na drodze nadrobić. Oczywiście opóźniać odjazdu z krańca nie można bez żadnego powodu, ale mówię o jakichś niespodziewanych sytuacjach, albo choćby konieczności skorzystania z WC. Dostaję linię 148. Solbusa. To autobus, którym dawno już nie jechałem. Szczerze nie darzę go wielką sympatią jakoś. A może po prostu nie mieliśmy okazji się bardziej polubić...